W zeszłym tygodniu podeszła do mnie koleżanka. Zawsze jest w biegu, ciągle dla wszystkich i wszystko na jej głowie. Od czasu do czasu ją „kłuję”, jak to mówimy – czyli robię jej akupunkturę. Ale zawsze tak, w locie. Często tylko takie drobniutkie igiełki na plasterku bo nie ma 20 minut żeby zrobić normalny zabieg, a ona już w połowie myślami w kolejnych sprawach.
Tym razem powiedziała, że bardzo bolą ją barki.
Popatrzyłam na nią i mówię:
— Nie, dziś cię nie nakłuję.
Spojrzała na mnie zdziwiona, jakby usłyszała, że odmawiam jej wody na pustyni.
A ja dodałam spokojnie:
— Na twoich barkach jest punkt akupunkturowy – tak zwany punkt Achillesa – punkt wszystkich kobiet siłaczek które noszą za dużo. To jest też szczyt twoich płuc i tym razem nie nakłuję ci go w biegu.

Punkt Achillesa kobiet – siłaczek
Bo to właśnie o to chodzi — o to noszenie.
Nie tylko toreb, zakupów i dzieci (choć i to robi swoje).
My, kobiety, dźwigamy emocje, obowiązki, troski, historie, oczekiwania i poczucie, że trzeba „ogarniać”.
I nawet jak ciało mówi „dosyć”, to głowa dodaje: „jeszcze tylko to, a potem odpocznę”.
I wtedy bolą barki.
Bo te barki to nie tylko mięśnie — to cały nasz symboliczny magazyn rzeczy, które „musimy” utrzymać.
Więc stoję z tą moją koleżanką i mówię jej wprost:
— Mogę cię kłuć co tydzień, możesz iść na masaż, możesz zrobić tysiąc rytuałów, ale jeśli tu — i pukam ją w czoło — nic się nie zmieni, to wszystko będzie tylko pudrowaniem problemu.
Bo przecież można mieć perfekcyjną checklistę, można medytować, pić ciepłą wodę, pisać wdzięczności i nadal żyć w trybie: „muszę, powinnam, dam radę”.
A to nie jest troska o siebie. To jest udawana troska — taka, która tylko wygląda jak rozwój, ale w środku przypomina autopresję.
Kiedy perfekcjonizm przebiera się za opiekuńczość
Większość moich koleżanek (i pewnie Twoich też) to kobiety silne, odpowiedzialne, empatyczne.
I wszystkie, bez wyjątku, płacą za to bólem pleców, bezsennością, migreną albo tym cichym poczuciem, że „już nie wyrabiam”.
Bo my, kobiety, mamy genialny talent: zamylać perfekcjonizm opiekuńczością.
Nie dbamy o siebie, bo „dzieci”, „praca”, „mama potrzebuje”, „koleżanka ma ciężko”, „on sobie nie poradzi”.
I wszystko to brzmi pięknie, dopóki nie padamy z sił.
Tylko że to nie jest inwestycja, która się zwraca.
Nie dlatego, że ludzie są niewdzięczni — po prostu idą dalej.
Jak już im lepiej, to zapominają, jak źle było.
I to jest normalne.
Nie ma w tym złości, tylko fakt.
Więc jeśli liczymy, że opiekuńczość wobec świata wróci do nas w formie wdzięczności i troski, to niestety… prędzej wróci w formie bólu karku.
Maskę zakłada się najpierw sobie
Uwielbiam tę anegdotę o maseczkach tlenowych w samolocie.
Że najpierw zakładasz maskę sobie, a potem dziecku.
Bo jeśli najpierw zadbasz o siebie, masz siłę zadbać o innych.
Jeśli nie – padniesz i nikomu już nie pomożesz.
To jest, moim zdaniem, clue bycia kobietą, matką, człowiekiem w ogóle.
Dbaj o siebie nie dlatego, że to modne, tylko dlatego, że to Twoje podstawowe zadanie.
To nie egoizm. To fundament.
I wiem, że czasem jest bardzo trudno.
Wiem, jak wygląda codzienność kobiet, które wszystko robią same.
Też byłam jedną z nich. Wychowywałam córkę samodzielnie, pracowałam, uczyłam się, próbowałam ogarniać świat, który nie chciał się dać ogarnąć.
I wiem, że czasem zwyczajnie nie ma kiedy zadbać o siebie.
Ale to właśnie wtedy trzeba znaleźć choć pięć minut.
Nie na rytuał, nie na kolejną listę „self-care”.
Tylko na to, żeby usiąść i zapytać siebie: „Jak się czuję?”
Czasem to wystarczy, żeby ciało zrozumiało, że już nie musi nieść wszystkiego samo.
Jak się zatrzymać (na serio)
Nie chodzi o to, żeby nagle rzucać wszystko i wyjeżdżać do spa (choć brzmi nieźle, przyznaję).
Chodzi o zatrzymanie na chwilę.
O to, żeby przestać robić coś tylko po to, żeby znów coś zrobić.
Bo czasem nawet „odpoczynek” mamy zaplanowany tak, że przypomina kolejne zadanie z listy.
Zatrzymać się można na tysiąc sposobów:
- usiąść z herbatą i patrzeć w okno,
- położyć się na podłodze i oddychać,
- odłożyć telefon,
- powiedzieć komuś: „Nie, dziś nie dam rady”.
To wszystko są formy dbania o siebie.
Proste, ludzkie, realne.

O odpuszczaniu z miłością
Nie da się wyleczyć naszej psychiki igłami do akupunktury.
Nie da się masażem wyleczyć przekonania, że trzeba być silną cały czas.
Nie da się też wyleczyć zmęczenia tym, że wciąż chcemy być „w porządku” wobec wszystkich.
Ale można powoli nauczyć się czegoś innego — bycia w porządku wobec siebie.
To nie jest łatwe, ale jest możliwe.
Bo wbrew temu, co nam wmówiono, świat się nie zawali, jeśli na chwilę przestaniemy go dźwigać.
Naprawdę.
Może nawet wtedy trochę odetchnie — razem z nami.
